Twórczy szał

Jak to jest z tym natchnieniem i weną twórcza? Czy naprawdę przychodzi tak niepostrzeżenie czy może to kwestia wyrobienia w sobie nawyku pisania? Czy artyści obdarzeni są nadprzyrodzonym darem, doznają iluminacji i są błogosławienie przez mityczne muzy? Czy też wena to skutek ich ciągłej pracy, rzemiosła i umiejętności przekucia pomysłów w działo? Dla Platona natchnienie było mistycznym szałem twórczym. W kulturze wyrosło przekonanie, że artyści to jednostki niezwykłe, którym dostępne jest coś tajemnego. Określenie ich mianem rzemieślników mogłoby zdawać się nawet trochę obraźliwe. Jednak twórczy produkt to oprócz natchnienia, również wypadkowa pracy, wykształcenia, spotkań z mistrzami itd. W romantyzmie nie chciano wierzyć mędrcowi ze szkiełkiem i okiem, a bardziej skłaniano się ku wizji geniuszu w osobie artysty. Magiczne myślenie pomaga nam podtrzymywać mit o boskim pierwiastku, niezwykłej wrażliwości duszy i głosie z wnętrza siebie. Jest jednak pułapka, że brak weny może być usprawiedliwieniem lenistwa, a twórczy zastój zaprzestaniem rozwijania się. Ale można wspomagać się różnymi substancjami. Hemingway nie stronił od alkoholu, gdy pisał. Inni sięgali po narkotyki, które otwierały portale do innych przestrzeni. Innym wystarczyła tylko kawa. Ilu artystów, tyle historii i podejścia do kwestii weny.